Prucie i się wypływanie burzyn z zamulonego dna, po którym pełzają twory zarządzające polskim, całkowicie zmanipulowanym światem polityki, pozwalają na zaobserwowanie rożnych ciekawych bąbli informacyjno-operacyjnych jak ten, że kardynał Dziwisz ma o obecnym lokatorze Pałacu Namiestnikowskiego takie samo zdanie jak Rolex, tyle że artykułował je dużo wcześniej. Trochę szkoda, tak sobie myślę, że waga odkrycia kardynała nie zawiodła go do innego wyboru pomiędzy zasadą rozdziały, a obowiązkiem świadczenia prawdy, i o swojej wiedzy na temat kandydata nie poinformował polskiej opinii wcześniej, zanim wprowadzona w błąd sygnetem (sygnet jest dokładnym przeciwieństwem tego Arabelli, chociaż oba mają baśniową proweniencję, bo kręcenie sygnetem Arabelli powodowało zniknięcie Arabelli, a kręcenie Komorowskiego powoduje znikanie sygnetu) dokonała nieszczęsnego aktu wyboru.
Wydaje mi się, że milej byłoby się dowiedzieć tej boleśnie prostej prawdy od kardynała – Polaka, niż z ambasady Cesarstwa Japonii.



Zaraz po otwarciu wystawy kardynał Dziwisz z kilkoma duchownymi przenieśli się do jednego z gabinetów na górnym piętrze centrum. Kardynał po chwili został wywołany do telefonu – dzwonił pełniący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski. Wszyscy się domyślali, że chodzi o Wawel. I mieli rację. Kardynał wrócił poruszony.
– Co za dureń. Powiedział do mnie: „A co to za różnica, czy prezydent będzie leżał na Wawelu, czy na Powązkach?”.
Goście zamarli, nikt nic nie odpowiedział.
via adamkuz: Co za dureń.