Tagi

, ,

Powszechny spis Polonusów? 2001-04-06 (16:22)
Za polonijnym Dziennikiem z Toronto przytaczamy fragmenty drugiej części wywiadu „Sercem można być w dwóch krajach”, jaki z Elżbietą Rogacką, prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej przeprowadził Marek Kusiba.

Marek Kusiba: Burza wokół nowej ustawy o obywatelstwie wybuchła z tego powodu, że rząd polski nie bierze pod uwagę naszych zobowiązań i lojalności wobec krajów osiedlenia.

Elżbieta Rogacka: I nie bardzo je ceni. To tak wygląda, jakby kwestia naszych lojalności wobec Kanady ich za bardzo nie obchodziła.

MK: Czy z rozmów przeprowadzonych w Warszawie dowiedziała się Pani dlaczego i po co jest szykowana nowa ustawa?

ER: Wydaje mi się, że chodzi tu o dopasowanie polskiego ustawodawstwa do krajów Unii Europejskiej. Te kraje normalnie nie uznają podwójnego obywatelstwa, ale nie robią też następnego kroku, nie stawiają takich wymagań młodemu pokoleniu, urodzonemu poza ich granicami. (…) W projekcie nowej ustawy jest powiedziane, że obywatel mieszkający na stałe w innym kraju nie podlega służbie wojskowej. Jeśli to mogą napisać, to dlaczego nie mogą dodać i takiej klauzuli, że obywatel mieszkający na stałe w innym kraju nie podlega obowiązkowi posługiwania się paszportem polskim przy wjeździe do Polski?…

MK: …czyli że ktoś, kto mieszka na stałe w innym kraju, ma prawo używać paszportu kraju swego stałego pobytu przy wjeżdżaniu do i wyjeżdżaniu z Polski. Czy o to zdanie chodzi?

ER: Tak, ale oni nie chcą tego jednego zdania napisać. I ja nie wiem, dlaczego. Bo za rok może na przykład wyjść ustawa, że każdy obywatel Polski będzie musiał wpłacić rządowi polskiemu, powiedzmy, tysiąc dolarów. Dzisiaj żądają od nas paszportów polskich, a jutro? Nasze zaniepokojenie wynika stąd, że my nie wiemy, co może być dalej.

MK: Jakie są na dzień dzisiejszy plany Kongresu?

ER: Mam zamiar zwrócić się znowu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Kanady, żeby poprosić o pomoc, a przynajmniej żeby oni nam poradzili, co możemy w tej sprawie zrobić.

MK: Pojawiły się głosy, że Polonia kanadyjska nie powinna mieszać do tego rządu Kanady.

ER: Przepraszam, ale to jest mój rząd, wybrany przez nas, w wolnych wyborach, i sprawą rządu jest interesowanie się losem obywateli tego kraju. Zwłaszcza w sytuacji, gdy rząd innego państwa, jakim jest Polska, ni stąd ni zowąd zaczyna sobie uzurpować prawo do uważania wielu tysięcy Kanadyjczyków polskiego pochodzenia za swoich obywateli. Tylko dlatego, że urodzili się z rodziców pochodzących z Polski. Ta sprawa już wyszła poza organizacje społeczne, jaką jest Kongres Polonii Kanadyjskiej. (…) Mamy poparcie kanadyjskiego Foreign Affairs, mamy poparcie parlamentarzystów. Czekaliśmy na konferencję prasową ministra Stachańczyka, by się dowiedzieć, czy będą jakieś zmiany w tej sprawie czy nie, ale konferencja pokazała tylko usztywnienie stanowiska polskiego rządu.

MK: Wygląda na to, jakby jakiejś frakcji w Sejmie zależało na skłóceniu wolnej Polski z wolną Polonią. Jest w tym także element pewnej zawiści – niektórzy ludzie w Polsce bardzo nie lubią ludzi wolnych, nie spętanych układami, nad którymi nikt nie ma władzy – jak na przykład nad ludźmi żyjącymi poza krajem, którym zupełnie nie zależy na tym, czy będą tam mieszkać, czy nie.

ER: Ja to odczułam na spotkaniu z ambasadorem Polski w Kanadzie, oraz z konsulem generalnym. Oni nas uważają za Polaków mieszkających w Kanadzie, a nie Kanadyjczyków polskiego pochodzenia. Jako Kanadyjczycy polskiego pochodzenia mamy siłą rzeczy inne stosunki z reprezentantami rządu polskiego niż Polacy mieszkający w Polsce. Możemy współpracować w sprawach wspólnego dobra – Polski, Kanady i Polonii. Ale nie możemy się na wszystko zgadzać. Ja swój paszport kanadyjski traktuję jako pierwszy, a to, że nie mam polskiego, wynika to z mojej osobistej decyzji, a nie rządu w Warszawie. (…) Nie muszę wyrabiać polskiego paszportu, bo nie jestem w „data base”. Ale to jest sytuacja na dzisiaj, a jutro, gdy dokończą wypełnianie swojej bazy danych, dodając tych wszystkich, którzy wyjechali po wojnie, sytuacja znów się zmieni. To jest taka biurokratyczna wymówka, gdy jestem informowana, że nie muszę się martwić, bo pani rodzice nie są w bazie danych. Mówię w konsulacie: przecież pan wie, że moi rodzice urodzili się w Polsce. A urzędnik na to – no tak, ale my nie jesteśmy pewni, może zrzekli się, może nie byli Polakami, i my nie będziemy tego sprawdzać. Ja mam do czynienia z bazami danych i wiem, że jutro mogę już się znaleźć w „data base”. Oni dodają cały czas nazwiska. (…) Dzisiaj mówią, że tylko chodzi o to, by ktoś miał paszport. To wszyscy grzecznie idą, wyrabiają paszporty. Ale jutro?

MK: Może tu chodzi o ilość, czyli o przemnożenie tych milionów plus ich rodzin przez sumy opłat paszportowych?

ER: Opłaty paszportowe są drogie, zrzeczenie się obywatelstwa też kosztuje… Tak, to może być powodem, lub jednym z powodów.

MK: Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi zawsze o pieniądze…

ER: Tak, ale jeden z urzędników powiedział, że muszą wiedzieć ilu jest Polaków…

MK: Po co im ta wiedza, robią spis powszechny ludności polskiego pochodzenia w świecie? Przecież to nonsens.

ER: Dla pana. Dla nich może nie. Nie wiem.(…)

MK: Polski paszport dla nas, praktycznie, jest potrzebny tylko na jeden kraj, na Polskę…

ER: Jest to niezrozumiałe i śmieszne, że ktoś może jeździć po całym świecie na kanadyjskim paszporcie, ale żeby pojechać do Polski, musi wyrobić sobie polski paszport. Na przykład studenci – jadą sobie do Europy na lato, jadą do Pragi, na Węgry, ale żeby wjechać do Polski, muszą wyrobić sobie polski paszport. To kosztuje, długo się czeka, w końcu dochodzą do wniosku – po co im ten jeden paszport, potrzebny tylko na ten jeden kraj? Więc nie jadą do Polski. I czy to jest dobre dla Polski? Przecież Polska liczy na tych ludzi – chyba, że się mylę? (opr. pat)

(WP)
Advertisements