Tagi

, ,

W wielu prywatnych firmach wymiana jednego studenckiego – czyli „nie ZUS-owego” – narybku na drugi jest po prostu normą. Kończysz 26 lat, odpadasz, bo wiadomo, że zaczyna ci zależeć na ubezpieczeniu. Stajesz się więc bardzo drogim pracownikiem, a takich firmy nie lubią. Dlaczego jednak miałoby być inaczej, skoro na twoje miejsce czeka już kilku lub kilkunastu chętnych, którzy – objęci ubezpieczeniem z racji studiów – o umowy się nie upomną i nie narażą firmy na dodatkowe koszty. Ba, będą tyrać nie myśląc o emeryturze – kiedy to będzie! – czy nawet o świadectwie pracy, które mogłoby zainteresować innego pracodawcę i zwiększyć ich szanse na znalezienie normalnej pracy.

via MPW-04/03, kol.

Reklamy